Jacek Proszyk - własne zapiski

poniedziałek, 21 maja 2018

Nienapisany rozdział. Powiat bielski (Wschodni Górny Śląsk), niem. Landkreis Bielitz, Ost-Oberschlesien

W poniedziałek 21 maja 2018 roku w Książnicy Beskidzkiej w Bielsku-Białej ma odbyć się promocja książki pt. „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” pod red. Barbary Engelking i Jana Grabowskiego. Promocję organizuje Klub Tygodnika Powszechnego w Bielsku-Białej, gościem zaproszonym ma być prof. Dariusz Libionka, autor jednego z rozdziałów.
Kilka dni wcześniej prof. Dariusz Libionka zadzwonił do mnie z prośbą bym wziął udział w spotkaniu, między innymi dlatego, że pracowałem także nad rozdziałem do wspomnianej książki, który jednak nie oddałem do druku. Chętnie bym wziął udział w spotkaniu. Niestety już miesiąc wcześniej zaplanowane miałem inne ważne spotkanie i nie mogę być obecny na promocji. Dlatego postanowiłem napisać to, co powiedziałbym gdybym był obecny. Przesyłam ten tekst prof. Dariuszowi Libionce oraz organizatorom z Klubu Tygodnika Powszechnego jako głos w dyskusji.

Początek

W październiku 2015 roku dostałem zaproszenie do wzięcia udziału w projekcie pt. „Strategie przetrwania Żydów podczas okupacji w Generalnym Gubernatorstwie, 1942-1945”. Włączyłem się do pracy jako ostatni, gdy już reszta autorów była mocno zaawansowana w badaniach. Pewien problem sprawiał tez powiat, którym miałem się zajmować. Landkreis Bielitz, Ost-Oberschlesien (dzisiejsze Bielsko-Biała wraz z Oświęcimiem, Kętami, Andrychowem i Wadowicami) zostało włączone do III Rzeszy i nie było częścią Generalnego Gubernatorstwa. Jednak ze względu na fakt, że przed 1939 teren ten był częścią II Rzeczpospolitej oraz na jego obszarze leży KL Auschwitz-Birkenau był ciekawy do badań i włączenia do projektu.
/Kreis Bielitz (powiat bielski)/

Statystyka

Zabrałem się zatem za opracowanie tego co zgromadziłem przez ostatnie lata badań oraz na tyle ile pozwalała mi praca zawodowa robiłem nowe kwerendy archiwalne. Gdy powoli zbliżał się termin oddania tekstów dla mnie największą trudnością było opracowanie tabelki z twardymi danymi statystycznymi, gdzie miałem – na tyle na ile pozwalały źródła – podać ile przeżyło Żydów i jaki to był procent zamieszkałych w 1939 roku. Następnie rozdzielić tych co przeżyli na kategorie, które pozwolą zaobserwować jakie były strategie przetrwania Żydów. I to właśnie praca nad tą statystyką tak poszerzyła konieczność weryfikacji zgromadzonych informacji, że nie zdążyłem napisać i oddać swojego tekstu. Dodatkowo zebrane informacje wprowadziły mnie w spore zakłopotanie. Dlaczego? Oto przykład:

Informacje wstępne:
1. W 1939 roku w Bielsku żydowska gmina wyznaniowa liczyła około 5500 dusz, natomiast w Białej Krakowskiej około 4000 dusz.
2. Po wybuchu wojny i włączenia Bielska i Białej do III Rzeszy, nowe władze niemieckie połączyły oba miasta zatem w sumie mamy 9500 Żydów.
3. Wehrmacht wkroczył do miasta 3 września. Od 1 do 3 września większość Żydów i wielu Polaków uciekło z Bielska i Białej do Krakowa, Lwowa itp. (ogólnie mówiąc na wschód) licząc na to, że wojna szybko się skończy i po wycofaniu się frontu wrócą do domu.
4. Bielsko i Biała to była tak zwana: "niemiecka wyspa językowa" gdzie większość mieszkańców stanowili Niemcy. W 1940 roku w Bielitz (Bielsko + Biała) było 43.285 mieszkańców z czego 63% Niemcy, 34,3% Polacy, i 2,7% Żydzi (1.168 osób). [patrz: Bielsko-bialska wyspa językowa]
5. W lutym 1945 roku Armia Czerwona wyparła z Bielska i Białej wojska niemieckie i od razu utworzył się Komitet Żydowski. W archiwum Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej zachowane są dokładne spisy Żydów, którzy wracali do miasta od lutego 1945 roku i tak:

W latach 1945-1951 w Komitecie Żydowskim Bielsko (dla miast Bielsko i Biała) zarejestrowały się 3294 osoby z czego 1316 osób z przedwojennego Bielska i Białej co stanowi 13,8% ocalałych (w stosunku do przedwojennej liczby 9500 dusz).

UWAGA - 13,8% to TYLKO ci, którzy wrócili do Bielska. Nie jestem w stanie oszacować ilości osób, które przeżyły wojnę ale nigdy do Bielska nie wróciły i nie zarejestrowały się - a znam takich wiele osób. Zatem nie mogę na 100% w zasadzie NIGDY określić liczby Żydów z Bielska-Białej, którzy ocaleli w czasie wojny bo dotarcie do wszystkich rodzin bielskich na całym świecie obecnie jest niemożliwe.

I dalej statystyka:
Osoby zarejestrowane w Komitecie Żydowskim podawały informacje dotyczące gdzie przebywały w czasie wojny i jak przeżyły. Z 1316 osób wywodzących się z Bielska i Białej, którzy wrócili do swojego miasta podało tak:
a) ukrycie po aryjskiej stronie 163 osoby [w tym ukryte na terenie Białej - 4 osoby, na terenie Bielska 15 osób], [w tym ucieczka z obozu i ukrycie po aryjskiej stronie 4 osoby] (12,38%)
b) wyzwoleni z obozów pracy i zagłady - 232 osoby (17,62%)
c) z partyzantki - 4 (0,3%)
d) żołnierze którzy wstąpili na terenie ZSRR do Wojska Polskiego i Armii Czerwonej - 57 (4,33%)
e) za granicą przeżyły - 757 osoby (57,52%) w tym:
---  Albania - 1
---  Anglia - 1
---  Szwecja - 1
---  Palestyna - 7
---  Rumunia - 14
---  Szwajcaria - 1
---  Tunezja - 1
---  Węgry - 5
---  ZSRR - 726
f) brak danych - 103 osoby nie podały informacji jak przeżyło wojnę  (7,83%) – UWAGA! w tej grupie są pierwsi z lutego/marca 1945 roku, którzy wychodzili głównie z ukrycia.

Jaki z tego statystyczny wniosek? – Żaden. Dlaczego?

Po pierwsze:
Ta statystyka dotyczy wyłącznie grupy 1316 osób, które po wojnie wróciły do Bielska-Białej i zameldowały się w Komitecie Żydowskim. Nie może być wiarygodną liczbą by przymierzać ją do przedwojennej liczby zamieszkałych Żydów i wyciągać wnioski z tego ilu ich przeżyło. Nie wiemy ilu przeżyło a do Bielska nie wróciło.

Po drugie:
Nawet gdyby przeanalizować strategie tylko tych 1316 co wróciło to nadal będę twierdził, że wniosek z ich deklaracji jest nieprecyzyjny i nie można go traktować w pełni wiarygodnie. Dlaczego?

W 2000 roku w domu przedpogrzebowym, na cmentarzu żydowskim w Bielsku-Białej, została odsłonięta tablica upamiętniająca poległych w II wojnie światowej żydowskich żołnierzy pochodzących z Bielska, Białej i okolic. Był obecny wtedy już wiekowy Jan Arie Machauf – prezes ziomkostwa Żydów bielskich w Izraelu, z którym się przyjaźniłem. Wtedy przeprowadziłem z nim kilka długich rozmów. (Często go cytuję w mojej ostatniej książce „Życie według wartości…”). Między innymi z panem Machaufem weryfikowałem biogramy które pisałem do książki o cmentarzu żydowskim w Bielsku-Białej. Oglądaliśmy wtedy w gminie żydowskiej wspomniany rejestr ocalonych Komitetu Żydowskiego z 1945-1951. Co chwilę pan Machauf komentował wpisy i mówił: „on wcale nie był w obozie tylko w Armii Czerwonej, z której zdezerterował…, ten nie był w ZSRR tylko miał fałszywe papiery i udawał Niemca całą wojnę w Brnie” itp., itd. W końcu powiedział mi: „w czasie wojny przeżył ten co nie mówił prawdy o sobie, umiał odwrócić od siebie uwagę, umiał się dobrze ukryć. Trzeba było zmyślać inną tożsamość, ciągle być na baczności, ciągle wszystkich oszukiwać co do swojej tożsamości czy umiejętności zawodowych. Czy uważasz, że w 1945 roku tysiące osób z tej księgi ocalałych wierzyły, że już będzie wszystko w porządku? Że Bielsko będzie polskie? A może radzieckie? A co gdyby parę miesięcy później stało się czeskie? Albo alianci ruszyli z zachodu na ZSRR i Bielsko byłoby pod amerykańskim zarządem? Przecież w Bielsku przed wojną mówiliśmy po niemiecku, mieszkaliśmy razem z Niemcami więc wielu ukrywało się podając się za Niemców. Mieli znakomity akcent, studiowali w Wiedniu, przeżyli na fałszywych papierach. I teraz sam powiedz co byś zrobił. Sytuacja polityczna jest niepewna, granice Śląska Cieszyńskiego są niepewne. Przeżyłeś podając się za Niemca albo byłeś w partyzantce i co podasz żeby wpisano w księgi żeby było dla ciebie najbezpieczniejsze? Oczywiście że wpiszesz: obóz koncentracyjny czy Kazachstan w ZSRR. Bez względu kto obejmie władzę, krzywda ci się nie stanie. Lepiej nie mówić tego co może ci zaszkodzić.”
Słowa Arie Machaufa w wielu przypadkach się potwierdziły. Relacje w listach, wspomnieniach osobistych spisywanych podczas wycieczek bielszczan do rodzinnego miasta czy w Izraelu nie pokrywają się czasami z Księgą Ocalałych.
Najbardziej znanym przypadkiem uratowania życia ze względu na wychowanie w niemieckiej kulturze ówczesnego Bielska i niemieckim języku był bielski Żyd inżynier Wilhelm Bachner, który w czasie wojny w Warszawie stał na czele dużej niemieckiej firmy budowlanej po aryjskiej stronie (patrz książka: Samuel Oliner, Kathleen Lee "Who Shall Live: The Wilhelm Bachner Story").

Ukrycie w mieście

Z drugiej strony nieprecyzyjne są informacje dotyczące ukrywania Żydów w czasie wojny na terenie samego miasta Bielska i Białej. Wspominałem o tym, że większość bielskich Żydów przed wojną było Żydami niemieckimi utożsamiającymi się z kulturą niemiecką (w końcu to Śląsk i ponad 400 lat pod koroną cesarzy austriackich). Znam przypadki ukrywania dzieci żydowskich przez niemieckie rodziny w Bielsku, które uciekły przed nadchodzącą Armią Czerwoną razem z tymi dziećmi. Nie ma tych dzieci w Księdze Ocalałych. Do tego dochodzi jeszcze dokumentacja zachowana w archiwum Gminy Żydowskiej o ekshumacjach z „dzikich miejsc” gdzie ukrywano Żydów jak ogrody (gospodarstwo Bathelta w Starym Bielsku), piwnica (w zamku książąt Sułkowskich) ukrywanych Żydów, którzy zmarli w sposób naturalny. Po ekshumacji pochowani zostali na cmentarzu żydowskim.
/źródło: Archiwum Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej/

Pan Aleksander Szrajber w latach 90tych wskazał mi dwa miejsca na cmentarzu, gdzie chowano ekshumowanych z „dzikich miejsc”. Jedno jest tym opisanym w dokumencie a po drugim nie ma żadnych notatek w archiwum gminy żydowskiej. Ile jest tam kości, ilu osób? – nie wiadomo.

Dlaczego jeszcze statystyki dotyczące przeżycia w ukryciu/ZSRR/na aryjskich papierach są nieprecyzyjne. Ponieważ pytałem część Żydów z mojego terenu dlaczego nie chcą mi nic opowiadać o tym jak przeżyli wojnę i dlaczego nie ma ich relacji w nagraniach prowadzonych przez fundację Stevena Spielberga, który nagrywał opowieści z możliwie wszystkimi żyjącymi ocalałymi. I dowiedziałem się całkiem niedawno, że osoby te podały w Izraelu, że w czasie wojny ukrywały się na terenie Rzeszy choć w rzeczywistości przeżyły wojnę w ZSRR. Dlaczego tak podawały? Wiążę się to z rentą obecnie wypłacaną przez Niemcy dla tych którzy w czasie wojny byli na terenie Rzeszy. A renta nie należy się tym, którzy byli w ZSRR w czasie wojny.

WNIOSEK. Zbyt wiele niepewności nawet w tak doskonale zachowanej Księdze Ocalałych i aktach archiwalnych by móc podać liczby i próbować statystycznie analizować która strategia przetrwania była najbardziej skuteczna. Zwłaszcza – po tym co usłyszałem od Jana Arie Machaufa – z dużym dystansem podchodzę do danych: „przybył z obozu” – no chyba, że obok podany jest nr obozowy i mogę to zweryfikować.

Zatem co zrobić dalej?
Zabrałem się więc do tematu od drugiej strony. To znaczy uzyskania liczby tych co zginęli, którą odejmę od liczby Żydów z 1939 liczbę uzyskując w ten sposób (mniej więcej) liczbę tych co przeżyli.

Podstawowym źródłem tu były:
A. Listy i informacje w archiwum Gminy Żydowskiej, Izkor Book Bielsko-Biała, ksiązki ze wspomnieniami oraz upamiętnienia wykuwane po wojnie na nagrobkach – to nadal zbyt mało danych (około 200 nazwisk).
oraz
B. Ankiety ofiar zgromadzone w archiwum Yad Vashem.

Ankiety Yad Vashem

W zasadzie ankiety zbierane przez instytut Yad Vashem są najlepszym źródłem w tym temacie. Bo nikt nie ma lepszej bazy danych o ofiarach wojny niż w tych ankietach. Zatem zacząłem robić na ich podstawie bazę danych. Po drodze jednak pojawiły się problemy:

Problem nr 1. Dla izraelskich badaczy wpisujących ankiety w komputer posługujących się językiem hebrajskim i nie znającymi geografii Polski czasami tą samą miejscowością jest Bielsko (na Śląsku Cieszyńskim) i Bielsko (Podlaskie) oraz Biała (Krakowska) i Biała (Podlaska). Po przesortowaniu (w miarę) tysięcy rekordów pojawiły się kolejne problemy:

Problem nr 2. Zdarzają się ankiety podwójne albo potrójne dla jednej osoby. Kilka osób (rodzina, krewni, znajomi) wypełniali ankietę, że ktoś zginął, co jest zupełnie naturalne i zrozumiałe. Bo ci, co przeżyli chcieli by pamięć po ich bliskich i przyjaciołach nie zginęła. To nie jest zarzut ale trudność by dokonać weryfikacji by nie mnożyć liczb. Ale niestety czasami dla jednej osoby używają różnych imion. W ankiecie angielskojęzycznej jest „Maxymilian” a innej hebrajskiej religijne imię „Mordechaj”. Chodzi o tę samą osobę ale ankiety się mnożą. Zatem musiałem weryfikować bardzo skrupulatnie praktycznie każdą ankietę i porównywać ze spisami mieszkańców i metrykami.

Przykład 1: Artur Huppert znany w miejscowym środowisku działacz syjonistyczny (4 ankiety).
- ankieta nr 319779, wypełnił brat Hugo Huppert, podał, że Artur zginął w Auschwitz, nie podał daty
- ankieta nr 617547, wypełniła znajoma Chawa Orlan, podała, że Artur zginął w Bielsku
- ankieta nr 503571, wypełnili przyjaciele z Engineers Society, podając jego imię jako Aron (imiona rodziców się zgadzają)
- ankieta nr 1616870, wypełniła siostra Rachel Huppert-Schwarz
[pytanie jak go zakwalifikować? Zginął w Bielsku czy obozie Auschwitz?]

Przykład 2: Jakub Glasner, znany artysta malarz
- ankieta nr 1443832, wypełniła siostrzenica/bratanica Selma Pickman, podaje że zginął we Lwowie w 1942,
- ankieta nr 1916170, wypełniła bratanica Zelma Glasner-Zolman, podaje że zginął we Lwowie w 1941,
- ankieta nr 347755, wypełnił Yaakov Alboni , podaje że zginął we Lwowie w 1943,
- ankieta nr 393647, wypełniła siostrzenica/bratanica Regina Mastbaum, podaje że zginął w Auschwitz w 1942.
[pytanie: zginał we Lwowie w 1941,1942,1943? Czy też w Auschwitz w 1942? – data lwowska ma znaczenie]

Przykład 3: Artur Rabinowitz, fabrykant, prezes żydowskiego klubu sportowego „Hakoah” ur. 1890
- ankieta nr 601913, wypełnia w 1971 roku jego syn Jan Ravid Rabinovitz
- ankieta nr 1772070, ponownie wypełnia w 1995 roku jego syn Jan Ravid Rabinovitz
- ankieta nr 1056951, ponownie wypełnia w 1999 roku jego syn Jan Ravid Rabinovitz
- ankieta nr 1443496, wypełnia jego brat Jaakov Rabinovitz
- ankieta nr 1435879,  wypełnia jego znajomy Beniamin Guter
[wszyscy podają jego miejsce zgonu Warszawa 1942 lub 1943. podaję jako przykład wielości ankiet, które trzeba weryfikować i czytać nie z tabelek komputera ale często z hebrajskiego oryginału]

Problem 3. Są przypadki, że osoby które zginęły nie znajdują się w bazie Yad Vashem bo nikt ich nie zgłosił. Przykłady:
- Rotter Maurycy – syn szefa bielskiego Judenratu (Altestenratu) zamordowany w KL Auschwitz,
- brat Artur i rodzice Juliusz i Helena Weissmann - światowej sławy autorki książek Gerdy Weissmann-Klein, która za film o swoich przeżyciach w czasie wojny zdobyła Oskara w kategorii filmów dokumentalnych. Nigdy nie wypełniła ani ona i jej krewni ankiety dla Yad Vashem
- Wiener Marie Sara – zginęła w 1942 roku w Białej w getcie
- ankietę dla tak znanej postaci dla Bielska jak rabina Markusa Steinera ja osobiście wypełniałem kilka lat temu bo jej także nie było.

Problem 4. Znalazłem ludzi, którzy przeżyli wojnę a są wpisani do bazy danych Yad Vashem jako ofiary, na przykład:
- Eryk Löwy, wrócił z wojny ze zmienionym nazwiskiem przy którym pozostał. W latach 90tych odwiedzałem pana Eryka w Warszawie, był znakomitym tłumaczem polskiej poezji na język niemiecki (ankieta Yad Vashem nr 9859631).
Trzeba przyznać, że przy każdej ankiecie jest opcja [Submit Additions/Corrections] zatem można zgłaszać takie nieścisłości do Yad Vashem.

Problem 5. Znalazłem ludzi, którzy przed wojną zmarli a figurują w ankietach Yad Vashem jako ofiary wojny. Na przykład:
- nr ankiety 308788 Huppert Maria zgłoszona przez Hugo Huperta w 1956 roku z informacją, że zginęła w Auschwitz, w rzeczywistości zmarła w 13 maja 1939 w wieku 63 lat, nr grobu na cmentarzu: 3399
- nr ankiety 1163295 Schindel Mendel zgłoszony w 1999 roku przez kuzyna Mordechaja Frei z informacją, że został zamordowany w czasie wojny w Bielsku, w rzeczywistości zmarł 13 lipca 1939, nr grobu na cmentarzu: 3414
/Gazeta "Tygodnik Żydowski" Bielsko 1939 rok/

WNIOSEK dla ankiet Yad Vashem. Aby potraktować te ankiety jako wiarygodne źródło musiałbym spędzić kilka tygodni Izraelu w Yad Vashem i każdą z nich odczytać i potem kilka tygodni weryfikować z danymi osobowymi w Bielsku-Białej. Na obecnym etapie ankiety niezweryfikowane nie mogą być dla mnie wiarygodnym źródłem statystycznym do określenia liczby ofiar z Bielska.

Mischlingowie

Mischling (niem. mieszaniec półkrwi, „mieszaniec”. Niemcy w ustawach norymberskich z 1935 roku określali tym słowem Niemców mających przodków Żydów. Wprowadzono dwie kategorie rasowe: Żyd półkrwi (żydowski mischling I stopnia) – osoba mająca w swoim drzewie genealogicznym dwoje żydowskich dziadków i Żyd ćwierćkrwi (żydowski mischling II stopnia) – osoba mająca w swoim drzewie genealogicznym jednego żydowskiego dziadka.

To jest temat, który stał się dla mnie ważny, poza tym zachowało się wiele materiałów na ten temat w niemieckich aktach archiwalnych. Bielscy Żydzi byli bardzo liberalni, szybko przyjęli wartości, która ze sobą niosła ze strony Berlina czy Wiednia w XIX w. haskala (oświecenie). Zasymilowali się z kulturą niemiecką i porzucili dotychczasowe ortodoksyjne zwyczaje. Żyjąc razem z chrześcijanami a nie tylko we własnym środowisku od połowy XIX w. wiele żydowskich rodzin dokonało konwersji na chrześcijaństwo. Nawet w latach 60.tych XIX w. chowali na swoim cmentarzu Żydów konwertytów – chrześcijan we wspólnych grobowcach rodzinnych. W Bielsku i Białej były rodziny chrześcijańskie z pochodzeniem żydowskim jak i małżeństwa mieszane chrześcijańsko-żydowskie. Takim przykładem była rodzina Brüll z pobliskich Mikuszowic. Przygotowując swój tekst koniecznie chciałem także opisać strategie przetrwania tych właśnie „Mischlingów” zwłaszcza I stopnia. Są to bowiem fascynujące historie o tym jak sami stawali na głowie by ratować siebie i swoich bliskich oraz dodatkowo pomagali Żydom w Białej znajdujących się w otwartym getcie na tak zwanym Konfirunku. Jednak tu znów się zatrzymałem. A co było powodem tego zatrzymania? Rozmowa z jednym z braci Brüll – Edwinem (ur. 1918) podczas jednej z jego wizyt w Bystrej. Spisałem wtedy wiele z jego wspomnień które będę cytował później. Edwin Brüll miał dwóch braci: Ernesta (ur. 1915) i Jana Herberta (ur. 1920). Ich ojciec Walter Brüll (ur. 1888) był Żydem (z matki i ojca) a matka Elfryda z.d. Schreinzer była Niemką i katoliczką (ur. 1894). W czasie wojny byli w Bielsku. Zostali oczywiście pozbawieni swojego majątku i fabryki włókienniczej, która przeszła pod niemiecki zarząd komisaryczny (Treuhandstelle). Edwin wspominał, że pewnego dnia w czasie wojny jego ojciec Walter przyszedł do domu wściekły na prezesa bielskiego Judenratu (Altestenratu) Józefa Rottera, który dla miejscowego gestapo sporządził dokładny spis wszystkich rodzin chrześcijańskich z pochodzeniem żydowskim oraz rodzin mieszanych małżeństw. Twierdził, że Rotter ich przez to szantażował by wyciągać od tych rodzin futra, kosztowności i pieniądze które wręczał w formie łapówek gestapowcom jak i przekazywał Mojżeszowi Merinowi do centrali żydowskich gmin w Sosnowcu. Spis „Mischlingów” zrobiony przez Rottera znajduje się w archiwum bielskiej Gminy Żydowskiej do dnia dzisiejszego. Wziąłem zatem ten dokument i zacząłem szukać kontaktu z potomkami osób tam wymienionych. Do części rodzin dotarłem. Większość sobie nie życzy by pisać o ich dziadkach. A w Archiwum Państwowym zachowała się ciekawa korespondencja dotycząca ich sposobów odwoływania się od zarządzeń władz niemieckich. Są to świetne materiały do opisania strategii przetrwania. Wiele z tych rodzin do dnia dzisiejszego mieszka w Bielsku i powiedzieli mi wprost, że nie po to przed wojną dziadek czy babcia zmienili wyznanie i stali się chrześcijanami, bym ja ponownie teraz wyciągał ich żydowskie pochodzenie. Chcą by temat był zamknięty. Część tych mieszanych rodzin dotrwało do końca 1944 roku w Bielsku a potem razem z Niemcami uciekli przed Armią Czerwoną. Od kilku osób mam zgodę na to by opisać ich historie. Jednak zadałem sobie pytanie. Skoro Walter Brüll był tak wściekły na Rottera z Judenratu (Altestenratu), że ten wbrew ich woli zrobił listę wpisując tam osoby których przodkowie jeszcze przed I wojną ochrzcili się, to jakie ja mam moralne prawo by wyciągać ponownie publicznie ich nazwiska i opisywać to jak przeżyli wojnę? Nie mogę. Dla statystyki byłoby to prawie 100 osób. Nie widnieją w Księdze Ocalałych. Ale napiszę o tych, którzy dali mi zgodę, na przykład o rodzinie Brüll, Josephy…

/Edwin Brüll - fotografia z KL Buchenwald/

Wspomnienia Edwina Brülla (ur. 1918) spisane w lipcu 2004 roku:
(...)
Mieliśmy dobre relacje z rodziną niemieckiego fabrykanta Wolfganga Josephy’ego. Jego dziadek był ochrzczonym Żydem a żona Greta stu procentową Żydówką z Morawskiej Ostrawy. Jak zaczęła się wojna Wolfgang znalazł jakiegoś Niemca w Ostrawie, który notarialnie oświadczył że jest prawdziwym ojcem Grety. W ten sposób Greta mogła być już „mischlingiem”. Taki paradoks w Bielsku – rodzina Josephy uważana za niepisanych przywódców bielskich Niemców ma żydowskie korzenie i na dodatek Wolfgang kombinuje by ratować żonę przed wysiedleniem do getta. Mało tego jego zięć Willy Riedel (niemiecki przedsiębiorca budowlany) wygrał przetarg na budowę od 1942 roku krematoriów w Birkenau. Zatem Riedel buduje krematoria jednocześnie bierze udział w tym by chronić teściową Żydówkę przed śmiercią. Riedel wiedział dokładnie co tam buduje i widział także od wewnątrz rzeczywistość obozu w Birkenau. Odkąd zaczął realizować inwestycję w Birkenau Willy Riedel opowiadał wielu ludziom w Bielsku, że Birkenau to obóz zagłady i ludzie z pochodzeniem żydowskim nie są bezpieczni. Zwłaszcza dawał znać po cichu takim rodzinom „mischlingów” (mieszanym) jak nasza, po to byśmy biernie nie czekali tylko starali się wydostać z Rzeszy. W Bielsku po wysiedleniu Żydów wiosną 1942 zostało jeszcze dużo dawnych niemieckich Żydów z mieszanych małżeństw i tzw. „mischlingów”.  Między innymi to Willy miał znajomego w Austrii o nazwisku Schenker/Schonker(?), który miał kontakt z Poselstwem Polskim w Bernie w Szwajcarii. Dowiedział się, że można u nich załatwić paszporty krajów południowoamerykańskich i dzięki nim wydostać się z Rzeszy bo tamte kraje były neutralne i Niemcy respektowali możliwość opuszczenia terenu Rzeszy przez ludzi, którzy mieli takie paszporty.  Ja także miałem znajomego w Szwajcarii nazywał się Seiler. I poprzez te dwa kontakty wysyłaliśmy z Bielska opłacając kurierów mojego (Seilera) i Riedla (Schenkera) fotografie bielszczan mających pochodzenie żydowskie (także nasze) oraz dane osobowe do Konsulatu Poselstwa Polskiego w Bernie. Potem tymi samymi kanałami paszporty trafiały do nas. Kurier udawał, że jest przedstawicielem handlowym naszej fabryki włókienniczej „Plutzar&Brüll” i z próbkami materiałów w których miał wszyte paszporty jeździł pociągiem do Szwajcarii i z powrotem. Były to paszporty z Kostaryki. Dzięki nim część osób opuściło Bielsko. Wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Dowiedziałem się już po wojnie, że Willi Riedel przejęty całą sytuacją, której doświadczył jako przedsiębiorca budowlany w Birkenau, większość pieniędzy które tam zarobił przerzucał – ponoć osobiście – do krakowskiego getta dla rodziny Grete Josephy - drugiej żony swojego teścia Josephy’ego która miała pochodzenie żydowskie. Załatwiliśmy dla kilkunastu rodzin na Śląsku i po Czeskiej stronie paszporty. Sami także je mieliśmy. Jednak dobra passa skończyła się 24 sierpnia 1943 kiedy to zostaliśmy aresztowani przez bielskie gestapo i przewiezieni do Auschwitz. Ja miałem numer A135308, Ernest A135309, Jan Herbert A135307, nasz ojciec Walter A135306. Zostaliśmy aresztowani nie dlatego, że mieliśmy paszporty z Kostaryki, tylko w aktach był zarzut, że musieliśmy posiadać pieniądze z nielegalnego źródła na te paszporty. A my z pochodzeniem żydowskim nie mogliśmy po 1939 czerpać dochodów z naszej fabryki. Natomiast niemiecki zarządca komisaryczny naszej fabryki potajemnie dostarczał nam pieniądze na życie i na potrzeby (w tym na paszporty). Po tym jak znaleźliśmy się w Auschwitz oczywiście od razu pomógł nam wspomniany Willi Riedel , który miał już znajomości w obozie i jako ludzi znających wiele języków obcych umieszczono nas w wartowni przy bramie do Auschwitz I, gdzie prowadziliśmy księgi obozowe. Dnia 22.stycznia 1945 r. wyruszyliśmy w Marszu Śmierci do KL Buchenwald, gdzie zostaliśmy wyzwoleni 11. kwietnia .1945 r.
(...)


WNIOSEK. Także i w sprawach „Mischlingów” nie jestem w stanie określić ilu ich w Bielsku dotrwało do stycznia 1945. Ilu uciekło z uciekającymi Niemcami przed Armią Czerwoną, ilu zostało w mieście. Nie mogę oszacować też ile paszportów krajów południowoamerykańskich z Polskiego Poselstwa w Bernie dostarczono bielskim Żydom przez współpracę rodzin Josephy-Riedel-Brüll, ilu z nich dzięki nim opuściło miasto i przeżyło. [patrz: Grupa Berneńska]

Wykluczające się relacje

Czasami różnią się przyczyny śmierci czy przetrwania poszczególnych osób spisane w relacjach zbieranych po wojnie przez Żydowską Komisję Historyczną, znajdujących się w korespondencji prywatnych osób zgromadzone w archiwum bielskiej Gminy Żydowskiej oraz relacjach, które spisywałem przez ostatnie 20 lat. Trzy przykłady:
- śmierć rabina Markusa Steinera z Bielska mam 3 wersje (zastrzelenie na ulicy Lwowa, śmierć w wagonie w drodze na Syberię, śmierć w getcie janowskim)
- śmierć rabina Samuela Hirschfelda z Białej, mam 3 wersje (zamordowany w Treblince, zmarł na zawał serca w getcie w Tarnowie, zamordowany przy okazji likwidacji getta w Tarnowie)
- śmierć prezesa gminy bielskiej Zygmunta Arzta, mam 2 wersje (córka, mająca w czasie wojny 5 lat i która była w Bielsku twierdzi że jej ojca zabili polscy rabusie pod  Tarnowem we wrześniu 1939 a ocalały bielski – w czasie wojny dorosły -  Żyd wspomina, że Zygmunt Arzt zginął w czasie niemieckiego bombardowania kolumny uciekinierów idących na wschód pod Tarnowem).  Co zatem jest prawdą? Świadkowie nie żyją i większość tych relacji obecnie jest nieweryfikowalna.

summa summarum

W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jeśli bym jeszcze poświęcił 10 lat intensywnych badań to i tak nie zdołam zebrać danych na tyle wiarygodnych by móc podjąć się analizy statystycznej i podać dokładną liczbę osób które zginęły, które przeżyły i potem w jaki sposób przeżyły. To co mogę zrobić, to opisywać pewne i zweryfikowane indywidualne przypadki. Wojna to było wielkie ZNISZCZENIE i KŁAMSTWO. Nie mamy twardych i kompletnych akt archiwalnych by opisać dokładnie jak było dokładnie. Nawet to co mamy, nie zawsze jest prawdą. Moim zdaniem w Bielsku i Białej, strategią przetrwania Żydów, Polaków czy Niemców (np. zwolenników chadeka Eduarda Panta - totalnego antyfaszysty) była ucieczka i porzucenie prawdy oraz ukrywanie się pod maską tego kim się nie było. Ta nieprawda zostawiła swój ślad w aktach i relacjach i dlatego stałem się tak bardzo wrażliwy by weryfikować każdą relację i każdy wpis.

Ponieważ nie byłem w stanie, w tak krótkim czasie ogarnąć i zweryfikować materiałów źródłowych, nie zdążyłem napisać tekstu rzetelnie na czas. Późno zostałem włączony do zespołu pracującego nad projektem, na dodatek znalazłem się w szpitalu w poważnym stanie, który wykluczył mnie z pracy badawczej na prawie pół roku. Zatem nie przesłałem Pani prof. Barbarze Engelking tekstu i zrezygnowałem z udziału w powyższym wydawnictwie. Nie zdołałem ogarnąć i zweryfikować materiałów źródłowych dla samego Bielska i Białej a miałem pisać o całym powiecie! Taka sama praca by mnie czekała przy opracowaniu Wadowic, Andrychowa, Kęt i Oświęcimia (!). Każde z tych miast to temat na osobną pracę doktorską. Jeśli zdrowie i czas pozwoli to opublikuję wyniki swoich badań w tym temacie ale jako indywidualne historie bez komentarza i próby analizy statystycznej.